poniedziałek, 14 września 2026

Wiadomości

  • 15 komentarzy
  • 6267 wyświetleń

Ile zapłacimy za korepetycje w nowym roku szkolnym?

Średnia cena godziny korepetycji w województwie podlaskim wynosi obecnie 73,81 zł, jak wynika z najnowszego, ogólnopolskiego zestawienia serwisu e-korepetycje.net. Choć Grajewo nie zostało wymienione w raporcie jako samodzielna pozycja, dane dla tzw. Polski powiatowej (miast do 50 tys. mieszkańców) przynoszą zaskakujące wnioski dla lokalnych rodziców i uczniów. 

 

Ile kosztują lekcje w mniejszych miastach?
Z analizy ponad 140 tysięcy ogłoszeń wynika, że w mniejszych ośrodkach ceny klasycznych przedmiotów szkolnych bywają wyższe niż w niektórych miastach wojewódzkich. 
Średnie stawki w miasteczkach powiatowych kształtują się następującej:
72,45 zł – średnia cena za godzinę matematyki.
70,85 zł – średnia cena za godzinę języka polskiego.
70,29 zł – średnia cena za godzinę języka angielskiego.
79,82 zł – średnia cena lekcji biologii.


 Paradoks małych rynków
Autorzy raportu wskazują na istotną prawidłowość: mniejsza liczba lokalnych nauczycieli na miejscu ogranicza konkurencyjność cenową. Przykładowo, za stacjonarną matematykę w mniejszych miejscowościach płaci się średnio więcej niż w Białymstoku (gdzie cena wynosi 67,70 zł).
Dla mieszkańców powiatu grajewskiego alternatywą staje się rynek online, gdzie ceny masowych przedmiotów bywają bardziej zrównoważone. Pełne zestawienie stawek można znaleźć bezpośrednio w oficjalnym Raporcie cen korepetycji 2026. 

 

  Dane dla województwa podlaskiego: https://www.e-korepetycje.net/raport-z-cen-korepetycji?woj=podlaskie 

  Dane dla Białegostoku: https://www.e-korepetycje.net/raport-z-cen-korepetycji?miasto=bialystok 

 
 

poniedziałek, 14 września 2026

Radziłów. Traktoriada 2026

Komentarze (15)

Matematyka dużo droższa

Co to za czasy że wszystkie dzieci chodzą na korepetycję, to po co ta szkoła?? Co się zmieniło w przeciągu ostatnich lat? Jak ja chodziłam do szkoły to nikt z mojej klasy ani w podstawówce ani w średniej szkole nie chodził na korepetycje, a teraz u mojej córki w klasie to z większości przedmiotów i większość dzieci chodzi na korepetycje albo rodzice w domu z nimi siedzą.

To mało. W dużych miastach jest prawie dwa razy tyle.

To już nauczyciele w normalnych godzinach nie potrafią przekazać wiedzy?

Po co istnieje szkoła publiczna skoro nie przekazuje wiedzy.

Za moich czasów wstyd było brać korepetycje. Wstyd dla ucznia oraz nauczyciela, że nie dał rady przekazać wiedzy.

Nauczyciele udzielający korepetycji danemu uczniowi nie powinni jednocześnie nauczać tego konkretnego ucznia w szkole w godzinach zajęć, bo to jest nieetyczne.

Do Gerhard - nauczyciele z danej szkoły nie powinni udzielać korepetycji żadnemu uczniowi ze swojej szkoły, nawet, jeśli go nie uczą, bo to jest też nieetyczne. To może wpływać na oceny - nauczyciele ze sobą rozmawiają, mogą wywierać presję. W małym mieście może być trudno oddzielić korepetycje "etyczne" od "nieetycznych". Prawda zdroworozsądkowa jest taka, że nauczyciel ze szkoły udzielający korepetycji uczniom ze swojej szkoły udowadnia tym samym nieudolność lub niewydajność swojej szkoły i swoich kolegów-nauczycieli w przekazywaniu wiedzy programowej.

Dziś w szkole podstawowej jest z przedmiotów ścisłych taki zakres materiału, który mnie obowiązywał w szkole średniej. A to co w LO, mieli studenci na polibudach. Normalny uczeń nie jest w stanie tego ogarnąć, a n-l na 45 -minutowej lekcji wyjaśnić każdemu, przećwiczyć i utrwalić. Stąd problem...

Udzielam korepetycji. Problem widzę w tym, że młodzież do szkoły chodzi bo "musi". W klasie zawsze znajdzie się kilka osób, które regularnie rozwalają lekcję. Inni, nawet gdyby chcieli, z takiej lekcji nie skorzystają. Nauczyciel, zamiast skupić się na przekazywaniu wiedzy, musi uciszać tych kilka osób. Innym problemem jest podejście rodziców. Zamiast motywować dziecko do samodzielnej pracy, organizują korepetycje i mają spokojne sumienie. Do "ojejku": mylisz się z tym, że teraz jest trudniejszy materiał. Pamiętam czego sam się uczyłem i widzę co jest teraz. Jest dużo mniej. Innym problemem są treści, których musimy uczyć. Część jest naprawdę niepotrzebne

Za moich czasów to tylko tłumoki chodzili na korepetycje dzieci dygnitarzy bo tylko ich było stać. Pamiętam w szkole nr. 2 czy później LO nauczyciele robili po lekcjach dodatkowe zajęcia z polskiego matematyki fizyki chemii. Dzisiaj już nie bo to kosztuje.

Do Ojejku - jest wręcz przeciwnie, matematyka jest dziś dziecinnie prosta. Dawniej trygonometrię w szkole podstawowej zaczynano w VI klasie (potem z tego zrezygnowano, była tylko w VIII), teraz nie ma jej wcale, o ile się orientuję. Układy równań z dwoma niewiadomymi były od 6 klasy, teraz w średniej; twierdzenie Talesa w klasie V, Pitagorasa może nawet w III, a na pewno w IV już było znane. Równania kwadratowe drugiego stopnia też były w podstawówce. W liceum pochodne, całki oznaczone i nieoznaczone, elementy logiki formalnej, geometria analityczna 3D, funkcje, rachunek prawdopodobieństwa, a to tylko poziom licealny podstawowy, rozszerzenia były o wiele trudniejsze! Dzieciaki z dobrego matfizu siedziały pierwszy rok na polibudzie i się nudziły, bo wszystko już miały w liceum. I na ocenę dostateczną na maturze trzeba było mieć ok. 55-60% a nie 30%. I jakoś nikt nie brał korepetycji z matematyki, dla zagrożonych były dodatkowe zajęcia w szkole. Był egzamin do liceum, ludzie bez pasków zdawali, tak samo maturę. Nauczyciele z jednego liceum nigdy nie udzielali korepetycji uczniom z tego samego liceum, nawet, jak ich nie uczyli, to było nie do pomyślenia. Uczniowie czasem chodzili na kursy przygotowawcze na uczelni, bo miejsc było mało, kurs służył zapoznaniu się z systemem testów na egzaminy wstępne. Korepetycje to był ewenement dla dzieci bogatych rodziców, zwykle z powodu zagrożenia. Moja anglistka jak się dowiedziała, że ktoś od podstawówki uczy sie prywatnie angielskiego, zapewniła, że to teraz będzie niepotrzebne i było niepotrzebne. Osoby z lepszymi ocenami uczyły osoby z gorszymi ocenami w ramach koleżeńskiego systemu wsparcia nadzorowanego przez nauczyciela. Były egzaminy na studia, mało miejsc wszędzie, świadectwa z paskiem były 2-3 na klasę, nigdy nie więcej i to było dla wybitnych uczniów. Oceny były adekwatne do stanu wiedzy, bo rekrutacja na uczelnie to potwierdzała. Więc na pewno dziś program z wielu przedmiotów jest okrojony. Pamięciówki jest dużo, i dobrze, biologia, chemia, humanistyka to przedmioty opierające się na pamięci i umiejętności kojarzenia zapamiętanych faktów, dostrzegania relacji, kiedy człowiek ma się uczyć na pamięć jak nie w tym wieku? Ale na pewno jest duży problem z uczeniem samodzielnego, analitycznego myślenia i to jest poważny problem pokoleniowy.

Wcześniej do liceum były egzaminy lub konkurs świadectw. Dostawali się tylko najlepsi. Nie przyjmowano wszystkich jak leci. Reszta ?mniej zdolnych? trafiała do zawodówki. Poziom kształcenia był zupełnie inny. Zdobycie matury było czymś. Korepetycje brali nieliczni, którzy mili trudności z przechodzeniem z klasy do klasy. Podejrzewam, że obecnie 60% absolwentów szkoły średniej kiedyś nigdy by nie trafiło do szkoły średniej lecz do zawodówki.

W latach 80-tych z korepetycji korzystali tylko uczniowie zagrożeni pozostaniem w tej samej klasie na następny rok ( w mojej takich nie było) lub starający się zdać na medycynę. W mojej klasie maturalnej były tylko dwie osoby, które korzystały z korepetycji (chciały dostać się na medycynę). Do wszystkich szkół średnich i wyższych obowiązywały egzaminy wstępne ! Poziom edukacji był znacznie wyższy.

Nawiązując do wcześniejszej wypowiedzi że są uczniowie rozwalający lekcje. Dawniej było to niemożliwe takich uczniów wyrzucano z lekcji i wracał z rodzicem. Nauczyciel był autorytetem.

Dodaj zdjęcie do komentarza (JPG, max 6MB):
Informacja dla komentujących
Redakcja portalu nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane w komentarzach. Zastrzegamy mozliwość opóźnienia publikacji komentarza lub jego całkowitego usunięcia.