W ostatnim tekście wyraziłem opinię, że rajd po NPN i BPN był jednym z najlepszych. Zmieniam zdanie – najciekawszym i najlepszym rajdem w historii Teamu był rajd po Druskienikach i okolicach. To była rowerowa bajka. Super ścieżki ,w większości asfaltowe, robią wrażenie. Jazda nad brzegami Niemna to niesamowite przeżycie. Atrakcji co niemiara. Przeczytacie o nich w tekście (poniżej) autorstwa naszego logistyka i fotografa Janka Włodkowskiego.
Ekipa liczyła 11 osób , na czele z naszą niekwestionowana gwiazdą – Irenką.
Litwini to sympatyczni ludzie, wielokrotnie nas pozdrawiali . Na uwagę zasługuje czystość przy ścieżkach i odwiedzanych miejscach. Zauważylismy jeszcze relikty komunizmu, szczególnie w małych wsiach. Druskieniki – to pełna Europa.
Ocena końcowa – było cudownie.
UWAGA. W niedzielę, 20 września wybieramy się na podbój Kurpi. Wyjazd – Grajewo Media Expert – godz. 9. Busem dojeżdżamy do Pisza, skąd wyruszamy na 60 km. wycieczkę po najładniejszych terenach Kurpi. Zapisy – Kazimierz Walendzik – tel. 696 221 658. Jedziemy na własną odpowiedzialność.
Co w muzyce – na tapecie Pink Floyd. Kochani serdecznie pozdrawiam. Pamiętajcie o niedzieli – jedziemy na Kurpie.
Fot. Janek Włodkowski.
Jarek Sarnacki. Team 4 Grajewo.
Dodatek ekstra!
Wycieczkę rozpoczęliśmy z parkingu pomiędzy Aqua Parkiem i UNO Parkiem w Druskienikach. To trasa licząca 23 km. Pierwsze ponad 6 km biegło asfaltową ścieżką rowerową w pięknym świerkowym lesie przy brzegu Niemna. Po drodze podziwialiśmy panoramę i widok na kompleks narciarski Snow Arena, a także kursujące nad Niemnem wagoniki kolejki linowej.
Niewątpliwą atrakcją było dotarcie do Diabelskiego Kamienia przed wsią Szandubra. To olbrzymi głaz narzutowy o wysokości 3,5m. Jest dziesiątym co do wielkości głazem na Litwie, a jego dzieje opowiada kilka litewskich legend.
Zboczyliśmy ze szlaku, żeby zobaczyć zabudowania starej wsi Szandubra i odwiedzić Kaplicę Św. Antoniego z przylegającym do niej cmentarzem. Dalsza trasa do Druskienik to ciągle szeroka asfaltowa ścieżka rowerowa wśród świerkowego lasu, z zadaszonymi miejscami do odpoczynku. Zatrzymaliśmy się przed niewielkimi stawami Dziewicze Oczy. Zasilają one Staw Vij?n?l?, który wraz jeziorkiem Druskonis i otaczającym parkiem tworzy kompleks rekreacyjny kurortu Druskieniki. Na wzgórzu naprzeciwko stawów Dziewicze Oczy znajduje się pomnik i symboliczny cmentarz partyzantów poległych w walkach z wojskami sowieckimi po II WS. Zrobiliśmy ósemkę pomiędzy jeziorkami Druskienik, nie zapominając zatrzymać się na chwilę przy legendarnej krzywej brzozie nazywanej też brzozą nowożeńców.
Wróciliśmy ładnymi ścieżkami rowerowymi przez miasto podziwiając stare drewniane wille, rzeźby i pomniki, ale tylko na chwilę odpoczynku i mały posiłek zatrzymaliśmy się, by po kilkunastu minutach ruszyć na kolejną trasę do Gruty.
Druga wyprawa była troszkę dłuższa bo miała 30 km. Tym razem brzegami Niemna ruszyliśmy w przeciwnym kierunku, by po ok. 2 km skręcić na wschód. Ponownie jechaliśmy świetnie utrzymanymi ścieżkami rowerowymi. To nie tylko asfaltowe drogi dla rowerów, ale i miejsca spacerowe dla kuracjuszy i gości hotelowych. Jest oświetlenie alejek i ławki do odpoczynku. Po 10 km jazdy dotarliśmy do Gruty. Znajduje się tutaj skansen sowieckich pomników wyrzuconych z przestrzeni publicznej po uzyskaniu przez Litwę niepodległości. Skansen zorganizował prywatny przedsiębiorca litewski. Na ponad 20 ha umieścił ponad 80 pomników i drugie tyle popiersi komunistycznych dygnitarzy i "bohaterów" byłego Związku Radzieckiego. My nie mieliśmy czasu na zwiedzanie tak olbrzymiej ekspozycji, ale poklepać Lenina po główce można było.
Ruszyliśmy w kierunku wsi i jeziora Latežeris (Łot po Polsku) leżącego w puszczy Dajnowskiej. Skończył się asfalt i na leśną piaszczystą drogę część uczestników zaczęła narzekać. Po ok. 2 km było już lepiej i droga stała się twardsza, ale asfalt ujrzeliśmy ponownie po ok. 6,5 km. Jednak to nie koniec niespodzianek. Po ok. 24 km trasy dojechaliśmy do Rotnicy (lit. Ratnyčia) i tutaj szlak się urwał. Mieliśmy jechać brzegiem Rotniczanki, ale na zaledwie śladową ścieżkę leśną nikt nie chciał ruszyć. Okazało się, że po ok. 100 m tej ledwie widocznej ścieżki znajduje się skarpa i głęboki uskok prowadzący do brzegów Rotnicznki. Zjechać ścieżką ze skarpy na dół nikt się nie odważył i powoli sprowadziliśmy rowery.
Dalej było przepięknie. Urocza płytka Rotniczanka doprowadziła nas do samych Druskienik. Po ok. 3 km rzeczka zmieniła się w jezioro, a my ulicami Druskienik, wśród drewnianych willi i obok pomnika M.K. Čiurlionisa, najsłynniejszego litewskiego artysty, wróciliśmy do brzegów Niemna. Tutaj po raz ostatni na łukowym moście pożegnaliśmy się z Rotniczanką. Płynie tutaj ona szybko, jak górski potok i wpada do Niemna. Chłopaki nimfę symbolizującą Rotniczankę na pożegnanie również pięknie pogłaskali. Promenadą nad Niemnem wróciliśmy na parking i lekko zmęczeni atrakcjami szlaku ruszyliśmy do domu. Po drodze zboczyliśmy do Sejn, żeby posilić się w Restauracji Litewskiej i odpocząć. Dzień 13 wrzesień długo będziemy pamiętać.
To najciekawsza i najładniejsza wycieczka w tym sezonie. Dziękuję uczestnikom. Było super.
Janek Włodkowski
wtorek, 15 września 2026
wtorek, 15 września 2026
Komentarze (0)