Jeżeli właśnie jesteś w trakcie poszukiwań używanego samochodu, to prawdopodobnie stykasz się z dwoma typami sprzedawców: tym, którzy chce opchnąć kupę gruzu i szpachli i tym, który nareszcie zachowuje się jak człowiek i sprzedaje uczciwie.
W skrócie? Bo klienci im na to pozwalają. Chodzi o wszystkie nielegalne komisy, gdzie w ogłoszeniu auto jest prywatne, ale na miejscu na krawężniku stoi 10 różnych aut w wieku i stanie wołającym o pomstę do nieba. Ale to także niektóre komisy, które stosują cały czas głównie wosk i szpachlę i – jak mawia Łysy z YT – gwarancja do stu dni, a studnia za bramą. Jakim cudem ten biznes działa? Bo wielu kupujących szuka okazji i kiedy widzi Golfa w cenie Seicento, to daje się nabrać na „pilną sprzedaż”. W gorszym scenariuszu kupujący jawnie bagatelizują kwestię bezpieczeństwa: bity? No i co, przecież ja tylko do pracy będę jeździł.
Znów w skrócie: wszystko. Przede wszystkim, jeśli tylko mu się to opłaci, to cofnie licznik. A później nie pozwoli na jazdę testową (chyba że sam będzie prowadził), pozwoli sprawdzić samochód tylko w wybranej przez siebie stacji kontroli (oczywiście, że zna się z diagnostą), umyje silnik i podwozie, nawoskuje lakier i najpewniej nie tylko w ogłoszeniu, ale nawet na prośbę przez telefon nie poda VIN-u. Czy sprzeda taki samochód? Owszem, nawet szybciej, niż Ci się wydaje, zwłaszcza dziś, kiedy ceny używanych samochodów rosną, a popyt wcale nie maleje.
Ci są często nieszczególnie rozmowni. Zamiast opisywać samochód, sami generują aktualny raport VIN na sprawdzauto.pl czy w innym wybranym przez siebie serwisie. Chcesz przyjechać z mechanikiem? Nie ma problemu. Na SKP lub do ASO na drugim końcu miasta? Da się to dogadać, kwestia ustalenia godziny i ewentualnie zatankowania. Jazda próbna? Oczywiście – przecież musisz wiedzieć, co kupujesz. A w czym jest haczyk? Można powiedzieć, że w cenie. Taki samochód będzie miał uczciwą cenę. Nie kupisz AMG GT 63 w cenie Fiata Tipo (nawet nowiutkiego) ani BMW M5 w cenie „trójki” z tego samego rocznika.
Niektórzy nieuczciwi sprzedawcy naprawdę umieją w marketing. Przygotują raport z historii pojazdu, ale nieprawdziwy. Dadzą się przejechać, ale wmówią, że hałas to nie łożysko, tylko niedopompowana opona. Albo że klimatyzacja jest „tylko do nabicia” (nie, to nigdy nie jest tylko do nabicia). Dlatego jako sprzedawca bądź uczciwy, ale jako klient – i tak sprawdzaj własne raporty VIN i sam oglądaj samochód.
sobota, 23 listopada 2024
piątek, 22 listopada 2024
© Copyright 2024, Wszelkie prawa zastrzezone
Komentarze (0)