Wiadomości

  • 25 komentarzy
  • 8362 wyświetleń

Koniec z drożdżówkami i chipsami. Rewolucja w grajewskich szkołach!

Rewolucja szkołach. Od 1 września drastyczne zmiany w sklepikach!


„Czy tak wygląda Twój sklepik szkolny?” – to pytaniem z archiwalnej akcji sprzed lat wraca dziś ze zdwojoną siłą. Od 1 września 2026 roku korytarze szkół w Grajewie i powiecie grajewskim zmienią się nie do poznania. W życie wchodzą bezkompromisowe przepisy Ministerstwa Zdrowia. Z półek bezpowrotnie znikną chipsy, batony i słodkie napoje. Dla lokalnych ajentów to rewolucja i walka o przetrwanie.


Większość z nas pamięta charakterystyczną grafikę z hasłem „Czy tak wygląda Twój sklepik szkolny?”, która w 2014 roku promowała na łamach e-Grajewo.pl walkę ze śmieciowym jedzeniem. Wtedy zmiany były dobrowolne, a szkoły mogły walczyć o granty na „zdrową reaktywację”. Od 1 września tego roku nie ma już mowy o kompromisach czy wyborze. Nowe rozporządzenie wprowadza tzw. zasadę zamkniętej listy – jeśli jakiegoś produktu nie ma w oficjalnym katalogu 19 grup dozwolonych artykułów, jego sprzedaż jest surowo zabroniona.
Dla przedsiębiorców prowadzących sklepiki oznacza to jedno: natychmiastowe opróżnienie półek z dotychczasowego, najbardziej dochodowego asortymentu.

 

Twarde limity: Koniec z cukrem i tłuszczem
Nowe prawo uderza bezpośrednio w przekąski o wysokim stopniu przetworzenia. Poza całkowitym banem na fast foody, chipsy i napoje gazowane, Ministerstwo wprowadza sztywne limity dla produktów, które do tej pory uchodziły za „neutralne”:

  • Cukier: Maksymalnie 10 g na 100 g lub 100 ml dla produktów mlecznych oraz napojów roślinnych.
  • Tłuszcz: Ścisły limit do 10 g na 100 g/ml gotowego produktu.

Co zatem legalnie kupią uczniowie z Grajewa? Na liście 19 dozwolonych grup znalazły się m.in. świeże owoce, warzywa, czysta woda mineralna, soki bez dodatku cukru, pełnoziarniste pieczywo oraz czysta gorzka czekolada zawierająca minimum 70% kakao.

 

Szansa dla lokalnych producentów?
Nowe restrykcje to gigantyczne wyzwanie logistyczne. Sklepikarze muszą drobiazgowo weryfikować etykiety i szukać nowych dostawców. Paradoksalnie, surowe normy dotyczące nabiału mogą być szansą dla naszego lokalnego rynku. Produkty spełniające kryteria niskiej zawartości cukru i tłuszczu będą poszukiwane na wagę złota, co otwiera furtkę dla odpowiednio certyfikowanych linii produktowych od krajowych gigantów, takich jak Spółdzielnia Mleczarska Mlekpol.

 

Sanepid zapowiada bezwzględne kontrole
Przedsiębiorcy nie mogą liczyć na taryfę ulgową. Główny Inspektorat Sanitarny (GIS) wydał już jasne wytyczne dla regionalnych stacji. Inspektorzy Sanepidu zyskali proste narzędzie – podczas kontroli w grajewskich placówkach będą sprawdzać obecność produktów na zamkniętej liście. W przypadku wykrycia towaru spoza katalogu, na ajentów nakładane będą wysokie kary finansowe.


Czy grajewskie szkoły są gotowe na tak radykalną zmianę nawyków żywieniowych? Do tematu asortymentu w lokalnych sklepikach i pierwszych kontroli inspektorów wrócimy już we wrześniu.


Fot. archiwum e-Grajewo.pl (2014 r.)

 
 

Komentarze (25)

za moich czasów też byly chipsy i batony w sklepiku szkolny ale jak dostawałeś tyle kasy aby idealnie starczyło ci na kanapkę i wodę w butelce to człowiek nawet nie myślał o takich rarytasach. Problemem nie jest asortyment w sklepiku tylko przyzwolenie rodziców i dawanie dzieciom większej ilości pieniędzy niż potrzeba. Wczoraj w żabce dziecko chwaliło się przed drugim że dostało 100 zł na wojanki chłopiec może 8 może 10 lat Brak dostępu słodkości w sklepikach nie zapobiega problemowi dziecko kupi sobie co będzie chciało w sklepie po drodze do szkoły

Uważam, że jest to krok we właściwą stronę. Od czegoś trzeba zacząć.

Bardzo dobry pomysł.Wody gazowane i inne niezdrowe produkty wycofać.Nie będzie w zasięgu ręki to i spadnie konsumpcja.Dzieci będą zdrowsze.

Po szkole dzieci i młodzież zrekompensują sobie wszystko podwójnie. Idiotyczne pomysły polityków ! Jakie ma znaczenie, kiedy zje się to, co się lubi. Jadłam drożdżówki i inne słodkości całe życie, w szkole też. Nie jestem ani gruba, ani chora z tego powodu. Jeżeli choruję, to z powodu idiotów w kolejnych rządach, którzy nie pozwalają być zdrowym człowiekiem. Wykańczają ludzi rok po roku !

Czy zarządzenie to dotyczy całej Polski, czy tylko Grajewa i czy dotyczy też automatów, które są usytuowane na korytarzach w szkołach poza Grajewem? Oby tak było.

politycy nie potrafią zrobić porządku w sejmowej knajpie i sklepiku, a biorą się za szkolne, śmieszne wręcz żałosne. Ciekawe ile znów kasy wydali na ekspertyzy, opracowania i inną papierologię.

To wcale najlepiej zlikwidować sklepik szkolny dramat może jeszcze rodzicom bedzie rospiska co mają dać na 2 śniadanie

Tylko tradycyjne polskie potrawy. Nigdy nie będziemy zdrowi. Farmację potrzebuje klientów.

To nic nie daje bo uczniowie wychodzą na przerwach i kupują w okolicy szkoły

Ludzie, jak chcecie, żeby wasze dzieci jadły kilo cukru wymieszane z kilogramem smalcu, to kupcie tego syfu na zapas i pakujcie codzienne na drugie śniadanie. Zaraz może jeszcze zaczniecie narzekać, że w sklepiku szkolnym nie można pół litra kupić? Bo przecież czasem rodzic do szkoły musi zajrzeć i może akurat chciałby kupić?

Ogarnijcie się, bo aż się niedobrze robi, jak się to czyta.

Na początek dobre i to.
Otyłość to groźna choroba XXI wieku.
Masa problemów ze zdrowiem zaczyna się właśnie od zbędnych kg.
Dorośli powinni chronić dzieci i od początku uczyć zdrowego odżywiania.

Prawda jest taka, że dzieci tyją na potęgę. Ale to nie jest kwestia tylko jedzenia. Oczywiście, w szkolnym sklepiku nie powinno być w ogóle chipsów, słodyczy ani napojów słodzonych, bo to jest sprzeczne z programami szkolnymi o zdrowym żywieniu. Jak rodzice pozwolą, po szkole. Ale w moim sklepiku szkolnym były wyłącznie drożdżówki (dekady temu), a w liceum kanapki i herbata. Sklepik był dla uczniów, którzy nie wzięli drugiego śniadania, albo byli głodni po drugim śniadaniu. Sklepik był prowadzony przez uczniów po egzaminie ze spółdzielczości sklepików szkolnych i był elementem pracy samorządu, uczniów jako współprowadzących szkołę. Sklepik w liceum prowadziła pani, ale pomagali jej uczniowie, były dyżury. Osób z nadwagą było co najwyżej 1-2 na klasę, wszyscy byli szczupli, większość chuda, wszyscy jedli bardzo dużo, do szkoły brało się wielki pakunek kanapek, do tego buła ze sklepiku i nikt nie tył. No więc, teraz dzieci tyją na potęgę głównie dlatego, że się za mało ruszają, a potem ze względu na zbyt dużo śmieciowego jedzenia. Przed smartfonami uczniowie w szkole każdą przerwę spędzali na intensywnym ruchu - piłka, kabel, guma, gra w króla, siatkówka, i ten ruch byl kilka razy dziennie plus wfy. teraz - siedzą w grupie z nosami w telefonach. Będą tyć nawet bez chipsów w sklepiku. A artykuł jest reklamą Mlekpolu, który ma mnóstwo słodzonych produktów - wszystkie serki homogenizowane, jogurty maślanki i mleka smakowe mają cukier. Szczególnie dużo jest go w mlekach smakowych. Więc zapowiadanie w artykule, że to szansa dla lokalnego potentata przemysłu mlecznego, jest otwartą reklamą. I nie dziwię się - Mlekpol sponsoruje szkoły, które reklamują jego SŁODZONE produkty. Czym się różni cukier w mleku Mlekpolu od cukru w drożdżówce z lokalnej piekarni, np. z owocami - tym, że jest go o wiele więcej niż w drożdżówce.

Bardzo dobra zmiana

Zgadzam się komentarzami że dzieci nie muszą kupować w szkolnym sklepiku jak kupią sobie coś słodkiego po drodze do szkoły i po co robić zmiany w szkolnych sklepikach ??? Bo chyba na nic

Popieram komentarz "Anity " ..Grajewskie szkoły tworzą Nam i Naszym dzieciom chory świat ..najpierw rząd a potem "Grajewskie szkoły ' ..a na przerwach czy one mają pięć minut ,czy dziesięć ..młodzież biegnie do żabki po to co lubi zjeść i daje im energię do bycia w szkole do 16.05 ....tak dzisiejsze szkoły wspierają Swoich uczniów .

Szkoło jak masz ucznia przez 8 godzin w swoim budynku daj temu uczniowi zjeść to co lubi ..
Tworzycie tym dzieciom więzienia nie szkoły .

Ps.... Dziecko ile ono nie miałoby lat tak jak każdy dorosły człowiek ma prawo do wyboru bo mamy demokrację nie ustrój totalitarny ( chyba ,że się mylę ) ....
Szacunku od małego uczą rodzice a potem dodatkowo szkoła .
Jak Ty szkoło chcesz żądać szacunku od swego ucznia jak odbierasz mu prawo do wyboru ???
Sklepik szkolny powinien być pełen wszystkiego a uczeń powinien mieć prawo do wyboru co chce zjeść a nie biec do żabki i pewnie potem spóźnić się na lekcje bo przerwa za krótka była .
Dlaczego nie walczycie o prawa ucznia do wolności wyboru ,to ja tego nie rozumiem.

Jak się uczeń przebiegnie do sklepu i z powrotem w 10 minut, to trochę kalorii straci ;)

Myślę, że większość negatywnych wypowiedzi pochodzi jednak ze strony leniwych rodziców, którzy wolą pospać 5 min.dłużej ,zamiast dziecku przygotować coś dobrego do szkoły, sorry

teoretycznie, nieletniemu uczniowi nie wolno opuszczać terenu szkoły. Więc to latanie do żabek może się skończyć odpowiedzialnością prawną nauczyciela czy szkoły. Jak dziecko jest głodne, skończyły się kanapki albo rodzice nie przygotowali (dziecko samo też potrafi sobie zrobić kanapki od pewnego wieku - 10-11 lat, w ramach usamodzielniania), to w sklepiku szkolnym powinna być dobra kanapka, sałatka, owszem, drożdżówka (są piekarnie, które prawie nie słodzą ciasta, tylko trochę wchodzi cukru do nadzienia, wystarczy podać wytyczne lokalnej piekarni, to i niesłodzone rogaliki i croissanty dostarczą, będzie udział lokalnego dostawcy), herbaty rozmaitego typu, wody, soki owocowe bezcukrowe. Fanty, żelki, chipsy, za pozwoleniem rodziców po szkole, na ich odpowiedzialność. Albo przed szkołą, po drodze. Sklepiki nie zbankrutują, dobry asortyment znajdzie chętnych. Zakaz słodyczy i śmieciowego jedzenia w sklepikach powinien był wejść dawno, szkoła nie może ignorować epidemii otyłości wśród uczniów.

Dzieci jeśli by mogły, to jadłyby tylko niezdrowe jedzenie. Szkoła jest po to, by edukować- i dzieci i rodziców. To, czego dzieci nauczą się w szkole/ domu będzie towarzyszyło im do końca życia. Obecnie dzieci jedzą w szkole pizzerinki, buły, batony, piją słodkie napoje. A potem na lekcjach/ przerwach rozrabiają, nie umieją się skupić albo po węglowodanach leżą na ławce i nie ogarniają. A rodzice się dziwią, że problemy wychowawcze albo że dzieciak głupi i trzeba na korepetycje wysłać. Może należy zacząć od zdrowego odżywiania, by zmienić życie naszego dziecka na lepsze.

Rozumiem Państwa argumenty jak najbardziej aczkolwiek czy zdrowym podejściem do życia 17 stoletniego nastolatka/ki posiadającego/cej

już prawo do jazdy jest zakaz jedzenia chipsów i drożdżówek ???
Siadając za kierownicę auta ponosi jak każdy kierowca odpowiedzialność karną za łamanie przepisów drogowych ,ale chipsów w szkole jeść nie może .

Wyborca 2 Do 18 roku małoletni kierowca jeżdzi z opiekunem lub rodzicem.

Do Wyborca2: proponuję więc, Wyborco2, skoro jesteś oburzony skandaliczną perspektywą niejedzenia chipsów w szkole, zażądać, aby w szkołach ponadpodstawowych w sklepikach sprzedawano też alkohol - wszak jest sporo tam uczniów pełnoletnich, którym wolno kupować alkohol. Nie ma prohibicji, teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie. O, i papierosy - przecież mają prawo jazdy, ponoszą odpowiedzialność za swoje czyny, po co mają lecieć do żabki i palić za winklem, pełne prawo wyboru na miejscu. Albo przemyśleć związek posiadania prawa jazdy z kwestią chipsów jedzonych w szkole i nie gadać głupot.
Ja się w ogóle dziwię, po co ta ustawa. Dyrektor szkoły decyduje, kogo wpuszczać na teren szkoły i po co, i to dyrektor powinien być odpowiedzialny za to, co sprzedawane jest w sklepikach. To absurd, że rzecz tak oczywistą, jak realizacja funkcji wychowawczej szkoły w zakresie zdrowego żywienia, w społeczeństwie, gdzie 60% młodzieży ma nadwagę i tyje najszybciej w Europie, musiała załatwiać ustawa. Od czego są władze szkolne - dyrektorzy, ciało pedagogiczne, rada rodziców, samorząd uczniowski - jeśli rzecz tak oczywistą, jak asortyment w sklepiku szkolnym, trzeba załatwiać ustawą? Żabki co 100 m i jeszcze mało, trzeba chipsy i słodycze zapewniać w szkole, bo dziecko 8h nie wytrzyma, zemdleje bez śmieciowego jedzenia. Choć akurat drożdżówki nie powinny być na indeksie, można je robić z minimalną ilością cukru albo i bez.

Do "ghd" nie jestem oburzona cytuję " skandaliczną perspektywą niejedzenia chipsów w szkole " ...jestem oburzona odbieraniem prawa do wyboru dla uczniów ,bo przecież uczeń może wybrać czy chce kupić dany produkt w szkole czy nie .
Pierwszą część Pana komentarza nie wiem nawet jak skomentować .
Może ujmę to tak .
Ja rozumiem ,że My jesteśmy pokoleniem komuny gdzie, każdy kto pracował np.na budowach był wiecznie upojony alkoholem ..zresztą cały naród płci męskiej wtedy " chlał" ( bo pijanym narodem było łatwiej rządzić ) ,ale to jeszcze nie oznacza ,że dzisiejsza młodzież jest aż tak zepsuta .

Warto poświęcić nieco wysiłku na zrozumienie tekstu, na który się odpowiada :)
Chodzi właśnie o wybór - skoro wyborem mają być chipsy, bo dorośli uczniowie wiedzą, co robią, i mają mieć wybór (tak należy chyba rozumieć postulat Wyborcy2), to równie dobrze mogą być tym wyborem papierosy (uczniowie palą za każdym rogiem szkoły nawet niekoniecznie poza jej terenem) i alkohol - teoretycznie, skoro mowa o wyborze dla dorosłych osób. To nie znaczy, że ci uczniowie to kupią, albo, że to powinno być w sklepiku szkolnym na serio. Chodzi o to, co dokładnie ma znaczyć postulat wolnego wyboru w placówce edukacyjnej, która pewne wybory z zasady musi eliminować ze swojego obszaru. Na przykład, śmieciowe jedzenie. to był przykład celowo radykalny, żeby pokazać, że wolny wybór nie w każdej sytuacji może być być priorytetem.

Dodaj zdjęcie do komentarza (JPG, max 6MB):
Informacja dla komentujących
Redakcja portalu nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane w komentarzach. Zastrzegamy mozliwość opóźnienia publikacji komentarza lub jego całkowitego usunięcia.