Wiadomości

Sylwetki znane i nieznane

Sylwetki znane i nieznane

 Jan E. Kuczyński - Biografia

   Wieś Kroszewo, położona ok. 8 km na południe od drogi krajowej nr 61, w gminie Bargłów Kościelny, pow. Augustów, otoczona jest jeziorami: Dreństwo, Tajno, Kukowo, Pogorzałka, Reszki i Kroszewo. To ostatnie znajduje się najbliżej wsi w kierunku Barszczy. Dla 110 mieszkańców wsi, to małe jezioro tworzy oazę spokoju i wytchnienia.
   Ciemnozielone zarośla, otaczające lustrzane powierzchnie błyszczących jezior, tworzą majestatyczne zacisze piękna przyrody. Wokół szare cienie drzew i brunatny pył krętych dróg, i ścieżek. Pomruki leśnych zwierząt i plusk ryb wyskakujących z wodnej otchłani, są pierwszym środowiskiem edukacyjnym dzieci tych okolic.
   Tu, 07.02.1931 r w czteroosobowej rodzinie krawca Jana, urodził się Jan Edward Kuczyński. Dziadkowie, Teofila i Piotr Kuczyńscy, posiadali 10 h gospodarstwo. Mieszkali koło Rajgrodu na tzw. Kolonii Prawej. Jasiu, wychowywał się w towarzystwie siostry Krystyny w Kroszewie.
   Wcześnie, bo w wieku czterech lat doznał trwałego kalectwa. Jego ojciec, żeby ułatwić budowę domu w Kroszewie, kupił konia. Niedzielnym porankiem posadził czterolatka na grzbiecie kasztanki i poszli na pastwisko. Podczas pętania konia, zwierzę wstrząsnęło całym ciałem. Jasio spadł na ziemię i zmiażdżył prawe biodro.
   Wkrótce, rodzice podjęli decyzję o opuszczeniu Kroszewa i przeniesieniu się do Wąsosza w pobliżu Szczuczyna.
W Wąsoszu, ojciec zajmował się krawiectwem, a mama prowadziła sklep i pielęgnowała sad.
Tymczasem, z powodu mylnego rozpoznania medycznego, kalectwo pogłębiało się. Jasiu chodził z trudem, ciągle kulejąc.
   Po półtora roku rodzice znów zdecydowali się na przeprowadzkę. Przenieśli się do Niećkowa. Tu, w 1938 r., Jasiu uczęszczał do I klasy Szkoły Podstawowej.
   Sytuacja w rodzinie ojca i wybuch II w. św. powoduje kolejne przesiedlenie się państwa Kuczyńskich. Tym razem przenoszą się do dziadków, ze strony ojca, na gospodarstwo w Kolonii Prawej.
   Lekarze rosyjscy, jesienią 1939 r. skierowali chłopca na badania, do swojego szpitala w Białymstoku. Po zdiagnozowaniu biodra i zabiegach, założyli gips na okres trzech miesięcy.
Kiedy nastąpiła ponowna zamiana agresji sowieckiej na niemiecką, lekarze niemieccy ustawili biodro po swojemu i założyli gips na kolejne trzy miesiące. W tym okresie wystąpiło przykurczenie mięśni, które pozostało na stałe.

   W burzliwym okresie okupacji, niestrudzony Jan, potajemnie uczył się u nauczyciela Stefana Grygo w Rajgrodzie. W tym czasie przeżył kolejny koszmar. Nocą, żołnierze niemieccy wbiegli z bronią do ich domu na kolonii, zażądali przekazanie wódki, pod groźbą rozstrzelania. Rodzice, ani dziadkowie, alkoholu nie mieli. W żołdackim bełkocie mogli przypuszczać, że Janek został wydany, jako że uczy się w tajnych kompletach. Za drzwiami kuchni, w pokoju, rozmowie przysłuchiwał się, mieszkający tam oficer niemiecki. W ostatniej chwili, wypadł z pokoju z pistoletem i krzykiem: „Hände hoch!”, „Alle raus!! Żołnierze nie zdążyli powitać go ”Heil Hitler!”, a ledwie wyrazili zrozumienie rozkazu słowami „Ja, ja! Natürlich!”, usłyszeli: „Verpiss dich!”. Uciekali wrzeszcząc: „Jawohl! Jawohl!”(…). Oficer zbeształ żołdaków, w tych samych mundurach, grożąc im rozstrzelaniem. Trzeciego dnia wyjaśnił, że jest Polakiem i opisał swoje przeżycia.
   Po wojnie, w 1947 r. koczownicza rodzina p. Kuczyńskich przeniosła się do Bogusz. W sąsiednich Prostkach, Jasiu ukończył 7 klas Szkoły Podstawowej. Z ciekawości historycznej, często z kolegami robili spacery do lasku, po przeciwnej stronie rzeki Ełk, aby dotykać śladów polskiej przeszłości. Stoi tam sławny słup graniczny, zbudowany przez króla Zygmunta Augusta w1545 r., na styku trzech granic: Korony Polskiej, Wielkiego Księstwa Litewskiego i Prus Książęcych. Nie wiedział, że do najstarszego zabytku w Polsce, tego typu, sięgała też granica powiatu Szczuczyn, nieznanego mu jeszcze miasta. W Prostkach, Janek ganiał za piłką na pięknym stadionie, który w okresie międzywojennym sprawował bazę przygotowawczą niemieckich sportowców do Olimpiady 1936 r. w Berlinie. Biegał po polach, niedaleko Prostek pod wsią Krupin, skąd w 1656 r., został wzięty do niewoli zdrajca I Rzeczpospolitej Bogusław Radziwiłł.
Jan Kuczyński na liście ruchu absolwentów i wyboru dalszego kierunku kształcenia, napisał:” Żegnaj szkoło nasza! Świat nieznany, świat ciekawy, nęci i zaprasza”.
   W 1950 r. ukończył Publiczną Średnią Szkołę Zawodową w Grajewie, jako uczeń zdolny i ambitny. Natychmiast po egzaminach, został zachęcony przez dyrektora P.Ś.S.Z. Władysława Horodyńskiego do podjęcia pracy w administracji szkoły, którą ukończył. W sierpniu 1952 r., po powrocie do Grajewa Jednostki Wojskowej do dzierżawionych dla oświaty koszar, praca szkoły została zawieszona.
W ramach obowiązkowych i pilnych potrzeb, szkoła już od 01.09.1952 r., przeniosła się do Szczuczyna. Razem z nią przeniósł się dyrektor i wielu nauczycieli, a z nimi Jan E. Kuczyński.
Po gruntownej reorganizacji, utworzono Zasadniczą Szkołę Mechanizacji Rolnictwa w Szczuczynie, która po dwóch latach uległa dalszej reorganizacji i tworzyła ZSZ o czterech, wiodących kierunkach nauczania.
    Jan E. Kuczyński, po dalszej nauce w Poznaniu, został mianowanym nauczycielem tej szkoły.
 W zniszczonym podczas II w. św. Szczuczynie, brakowało mieszkań do wynajęcia, co zmuszało jego i innych nauczycieli do spania, przez pół roku, w pomieszczeniach klasowych.
Jan E. Kuczyński zdecydowanie wyróżniał się w pracy zawodowej. Był bardzo zorganizowanym, wpływającym na edukację i morale uczniów. Troszczył się o to, żeby absolwent nie miał żadnych niewiadomych z zakresu budowy i naprawy ciągnika, choć i eksploatacja nie była mu obca. Podczas egzaminów naprowadzał ucznia w kierunku odpowiedzi samodzielnej.
O sprawności, podległych mu wszystkich ciągników szkolnych, świadczyć może epizod z podróży w 1962 roku. Jan Kuczyński, razem z innym nauczycielem, pojechali do Ełku w celach służbowych ciągnikiem C-451 (sagan, pukawa). Kiedy kolega przypomniał, że o godz. 15:00 ma w Szczuczynie tajemnicze spotkanie, a w tej chwili jest już 14:10, wskoczył za kierownicę, włączył „przyspieszacz szybkości szosowych”. O godz. 14:55 byli na miejscu. Ciągnik był w idealnym stanie, oprócz jednej odkręconej śruby przy błotniku. Czas jazdy, stanowił niedowierzanie u innych, przez wiele lat.

   Jan E. Kuczyński w 1958 r. zawarł związek małżeński z Krystyną Turek, z którą wychował troje dzieci: synowie Jerzy i Andrzej oraz córka Bożena. W Szczuczynie zamieszkał na stałe.
W 1970 r., ze środków zaoszczędzonych i za pożyczkę bankową, przy silnym zaangażowaniu własnym, wybudował rodzinny dom.

   Przez 6 lat sprawował funkcję I sekretarza PZPR w POP na terenie szkoły. Jako działacz polityczny  okresu przynależności do PZPR w latach 1972-78, zasłużył się w obronie interesów pracowników i nauczycieli ZSZ. W okresie tym, dla  przyjaciół tłumaczył: „Wrogowi trzeba dyskretnie zaglądać pod podszewkę, aby przechytrzyć go, jak Dawid Goliata, po to, aby pokonać go najprostszą bronią.
Śmierć matki, w roku 1973, wywarła na Janie silne przeżycia i wpłynęła na pogłębienie relacji z ojcem.
Od 1975 r., przez okres 10 lat, był Opiekunem Społecznym dla osób zubożałych, rozwiedzionych i starców.

   Jako doświadczony weteran pracy, w1985 r niechętnie przeszedł na emeryturę. Inspirowany dalszą ciekawością nowych rozwiązań technicznych i pracą, zezwalał tym czynnikom na dominację życia osobistego. Stara się nie dopuszczać do świadomości, że spokojna emerytura może ograniczać aktywność społecznie-użyteczną. Pozostał wciąż niestrudzony i pazerny na pracę, która nadaje mu sens istnienia.
Zahartowany w dotychczasowych bólach, cygańskiej tułaczce i ekstremalnych warunkach życia, nie zwracał uwagi na kolejne utrudnienia. Poddał się z całym poświęceniem pasji swojego zawodu.
W 1998 r., w wieku 94 lat, zmarł ojciec. W kolejnym, 1999 r. zmarła żona Krystyna, znana jako kobiecy anioł bez skazy.
Po pięciu latach pogrążenia w żałobie, cierpieniu i dezorganizacji codziennego życia, zdecydował się w 2004 r. na konieczność zawarcia małżeństwa po raz drugi.

    Jan E. Kuczyński, średnio wysoki, mocno łysawy, w swoisty sposób elegancki, a nade wszystko przyjazny, uważany jest za człowieka stanowczego, ale bardzo łagodnego. Obdarzony jest doskonałą pamięcią, bystrym umysłem, a jednocześnie łagodnym dowcipem.
Nawet chwilowe obcowanie z nim sprawia, że w naszej podświadomości wyzwalają się chęci ciągłego z nim obcowania. Ta chęć, akcentuje się tym bardziej w czasach, kiedy wszyscy w pogoni za pieniądzem, za możliwością przetrwania, zachowują się skrajnie inaczej. On utrzymuje dystans od zgrzytów tego świata, którego przemierza ze stałą średnią napięć, potrzeb i pracowitości. Jest symbolem dobroci, szczerości i sumienności aż do granic możliwości. Życiem swoim, skromnością i pracą udowodnił, do jakiego ideału należy zmierzać, jakim trzeba być na co dzień, aby cel obrany osiągać. To, czego się przez lata nie nauczył, to brak umiejętności manipulowania sprawami i ludźmi. Dlatego bez przerwy, należy do kościoła, którego jest aktywnym zwolennikiem.
  Główną domeną działalności J.E. Kuczyńskiego jest mechanika pojazdowa, której przeznacza czas na jej poznawanie, dla doskonalenia siebie, przez co stał się technicznym guru szczuczyńskiego okręgu.
Choć upaja się śpiewem i muzyką, to nade wszystko uwielbia pracę społeczną. Całe życie związany był ze szkołą, działalnością na rzecz innych i domem własnym.
W latach 60-tych ubiegłego wieku, był kierownikiem Warsztatów Szkolnych (po Fryderyku Żywalewskim).
Posiada dyplomy, pochwały i odznaczenia.
   Jan Kuczyński, mimo wieku, jest wciąż sprawny intelektualnie i aktywny fizycznie.
Codziennie budzi się o godz. 05:00. W łóżku, dość długo poddaje się kontemplacji, planuje obowiązki na cały dzień lub wybiega w przyszłość. Wstaje o godz. 07:30. Pracą fizyczną, różnego typu, zajmuje się do godz. 19-tej. Potem czyta, pisze, słucha i ogląda programy medialne (bez okularów). Spać kładzie się o godz. 23:30.
   Autentyzm życia, w epoce cyfrowej, nie zmienia jego zainteresowań. Mimo sędziwych lat, trudno dostrzec, że nie podąża za rozwojem cywilizacji technicznej i społecznej.
   W poradach dla innych twierdzi, że trzeba się wzajemnie szanować, bowiem wszyscy jesteśmy potrzebni i stanowimy jeden ekosystem.

                                                                                              Tekst i foto.: Stanisław Orłowski

 

Komentarze (0)

Informacja dla komentujących
Redakcja portalu nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane w komentarzach. Zastrzegamy mozliwość opóźnienia publikacji komentarza lub jego całkowitego usunięcia.