Z kraju i ze świata

  • 1 komentarzy
  • 2713 wyświetleń

Misiewicz na Podlasiu

Limuzyna, ochroniarz, szastanie pieniędzmi, nagabywanie studentek i proponowanie pracy każdemu, kto rozpozna, kim jest. To nie historia z życia milionera. To noc w białostockim klubie spędzona w czasie służbowej delegacji przez rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza.

Misiewicz wszystkiemu kategorycznie zaprzecza. Twierdzi, że zdarzenia z Białegostoku doskonale pamięta, że nie był pijany, nie stawiał nikomu alkoholu, nie rozmawiał o ministerstwie ani o Macierewiczu, a nawet, że z nikim nie tańczył. Problem w tym, że w klubie nie dało się go nie zauważyć, a jego wyczyny były komentowane jeszcze długo po jego wyjściu.

 

Kłamstwa w sprawie wykształcenia, specjalnie zmieniany statut spółki, by mógł zasiąść w jej radzie nadzorczej, złoty medal za zasługi dla obronności, obiecywanie radnym pracy w spółkach – Misiewicz w krótkim czasie stał się jedną z twarzy PiS. Wydaje się, że wolno mu wszystko. - opisuje http://bialystok.onet.pl/bialystok

Komentarze (1)

Ten to ma gest za nasze podatki. Razem z Macierewiczem doprowadzą do tego, że Polska będzie bezbronna jak małe dziecko, bo co o dowodzeniu może wiedzieć gość, który nawet w wojsku nie był.

Dodaj zdjęcie do komentarza (JPG, max 6MB):
Informacja dla komentujących
Redakcja portalu nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane w komentarzach. Zastrzegamy mozliwość opóźnienia publikacji komentarza lub jego całkowitego usunięcia.