Zazdrość to strata czasu

aktualizacja: 2017-06-30 20:06:27     nr wiadomości: 32354     przeczytano: 628     Ilość komentarzy komentarze: 2

Czy potrafimy powiedzieć: Nikt nie ma lepszego życia niż ja?  Według mnie, to niezwykle trudne. Dlaczego? Bo to, czego aktualnie doświadczamy nie jest - w naszym mniemaniu -  wystarczająco dobre, a za to, co już za nami nie potrafimy dziękować. Wujek, który niedawno odszedł do wieczności, był człowiekiem spełnionym. Nigdy nie narzekał na los, twierdził, że jego życie jest dobre. Nie zauważyłam, aby kiedykolwiek chciał być w innym miejscu, niż się znajdował. Skąd zatem w większości z nas pogoń za szczęściem, spełnieniem? Może to nasze nastawienie i wpływy otoczenia wymuszają na nas takie tęsknoty?


Eksperci udzielają wskazówek: ceń czas bardziej niż pieniądze, módl się, poświęcaj więcej czasu rodzinie, rozkoszuj się każdym dniem, dziękuj, że możesz doświadczać tego co otrzymujesz od losu, bo inni już nie mają tej możliwości. To wszystko prawda, ale czy my potrafimy wprowadzić te rady w życie? Najczęściej nie. Wracamy do utartych schematów myśleniowych, użalania się, potęgowania rozpaczy, zazdroszczenia innym.
Kiedyś pewien mnich powiesił przed salą wykladową tablicę z pytaniami i odpowiedziami:
Kim jestem?
Dzieckiem Bożym.
Czego mi potrzeba?
Niczego.
Co mam?
Wszystko.
Czy ktoś z nas żyje według tych zasad? Niewielu. Może szczęście nie polega na tym, żeby zdobyć to, czego się pragnie? Może polega na tym, by pragnąć tego, co się ma? Może tak naprawdę mamy wszystko, czego nam potrzeba, a jedynie nie potrafimy tego dostrzec, docenić, szukając niewiadomo czego i u kogo?
Jedni budują wille, odgradzając się od wzroku sąsiadów wysokim murem, inni kupują luksusowe samochody, jeszcze inni szukają pocieszenia w ramionach innych partnerów. Czy jest czego zazdrościć? A może ten, który buduje potężny dom, nigdy nie zazna rodzicielstwa? Nie wypełni przestrzeni zabawkami, nie usłyszy tuptania bosych nóżek na marmurowej posadzce? Może ten, który prowadzi swoje niebagatelnie drogie auto z łokciem wysuniętym przez szybę jest tylko pozorantem? Zagubionym w sobie małym chłopcem z marzeniami, który zapija swoje smutki szklaneczką alkoholu? A co z tymi, którzy skaczą z kwiatka na kwiatek? Żyją od imprezy do imprezy. Czy oni czują się szczęśliwi? Czy nie targają nimi wyrzuty sumienia? Czy potrafią patrzeć ludziom prosto w oczy? Nie sądzę. 


Wolę małe mieszkanko w bloku, w którym mieszkam, widok rodziny wracającej z niedzielnej, rowerowej przejażdżki i „stare” małżeństwa trzymające się za rączkę. Potrafię cieszyć się z czyjegoś sukcesu, szczerze wesprzeć w potrzebie, zapłakać na reklamie, oddać rzeczy po dzieciakach rodzinie uboższej, pożyczyć na „wieczne oddaj” litr oleju, kilogram cukru, 3 szklanki mąki, wpłacić na fundację czy wrzucić do puszki jakąś kwotę matce siedzącej pod sklepem z maleńkim dzieckiem na ręku. Nauczyłam się także mówić o swoich uczuciach i pokazywać, że nie można mi wejść na głowę. Ale jedno wiem na pewno. Na zadrość szkoda czasu, lepiej skupić się na sobie, przypomnieć, ile spraw załatwiliśmy, jakie trudy potrafiliśmy znieść, ile razy zaczynaliśmy od nowa......I zrobiliśmy to! Sami.
Po co zazdrościć, kiedy mamy wszystko? Zdrowie i najbliższych.

A co z nienawiścią? Wiem, że to wyniszczajace uczucie ale tak mam.
Napisał: Monika dodano: 2017-07-01 06:00:09

Kpw?
Napisał: Czytelnik dodano: 2017-07-01 09:24:35

Dodaj komentarz

Treść:


Informacja dla komentujących
Redakcja portalu nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane w komentarzach. Zastrzegamy możliwość opóźnienia publikacji komentarza lub jego całkowitego usunięcia.