„Okruchy wspomnień” (40)

aktualizacja: 2015-12-19 16:19:09     nr wiadomości: 27062     przeczytano: 4550     Ilość komentarzy komentarze: 11

Felieton z cyklu „Okruchy wspomnień”

TAMTE WIGILIE

     W latach pięćdziesiątych ub wieku świat nie był tak zwariowany i zapędzony jak dzisiejszy. Ludzie mieli więcej czasu dla siebie a dzieci, zwłaszcza w biedniejszych rodzinach, więcej obowiązków. W przeddzień Wigilii woskowałem ręcznie, na kolanach grubą, o walcowatym kształcie świecą drewnianą podłogę. Po woskowaniu froterowanie było przyjemnością. Wystarczyło położyć pod nogi duże, kawałki ze starego, wełnianego swetra i chodzić po wszystkich dostępnych miejscach. Po krótkim czasie podłoga lśniła czystością. Mama zajęta była wędzeniem wędlin albo robieniem siekanki i pieczeniem ciast. To był ten właściwy dzień by pójść z Tatą po choinkę. Niecierpliwie czekam kiedy wróci z pracy. Pobliski plac PSS zawalony świerkami. Atmosfera świąteczna. Radosny gwar kręcących się ludzi, przemykające się między dorosłymi dzieci, w powietrzu krzyżują się życzenia. Oglądamy kilka choinek. Interesują nas duże. Jest z czego wybierać ale znaleźć ładną trudno. To drzewka po przecince, z wyrębu po pielęgnacji lasu. W końcu znaleźliśmy nawet kształtną. Bardzo chciałem aby jeszcze tego wieczora była wniesiona do domu. Wreszcie jest. Oprawiona przez Tatę w ten sam jak co roku drewniany, sfatygowany koziołek o zielonej barwie, cierpliwie czeka. Upaja nadzwyczajnym zapachem, którego nic nie zastąpi. Niemal w podskokach lecę na strych po duże pudło z zabawkami. Niecierpliwie wyciągami ponadrywane pudełka ż bombkami, figurki Mikołajów z waty i ligniny z uśmiechniętymi wydrukowanymi twarzyczkami, tancerki z kartonu w sukienkach z bibuły, przepiękny bombkowy czub, sporego anioła wieszam a właściwie wkładam u góry. Wziął pod swoje tekturowe skrzydła zielone gałązki. Są uchwyty do świeczek. Jak niektóre bombki są przeważnie oblepione stearyną. Wyciągami świeczki, te czerwone ale będą chyba tylko dla ozdoby. W tym roku mój brat Stasiek- kinooperator przyniósł z kina sznur starych lampek zdemontowanych z obramowania przestrzeni sceny. Tworzyły tam linię czerwonych koralików. Teraz widać, że to duże żarówki ale od nich przynajmniej choinka się nie zapali, no i nic nie kosztują. Wiercę się po kolacji w ciepłej kuchni trochę bezczynnie. Ojciec z okularami na nosie przy swoim Expressie Wieczornym. Mama jeszcze coś tam dopieka. W końcu otwieram cichutko drzwi do pokoju. Nie zapalam światła. A ona…? Boże! Stoi w mroku, cała w srebrzystych i w złotych anielskich włosach, opleciona kolorowymi łańcuchami. Połyskuje tajemniczo na cukierkach i bombkach odbitym światłem ulicy. Pachnie jeszcze bogaciej. Teraz i świecami, rajskimi jabłuszkami, wanilią i amoniakiem twardych, maminych ciasteczek w gwiazdki i półksiężyce. Stoi sobie skromnie i cichutko wystrojona przepięknie jak panna na wydaniu… Trochę jakby wyglądała przez okno oczekując na swojego jedynego. Na taki widok każde dziecięce serce rośnie, jest szczęśliwe. Nie może być inaczej.         
                                                                              
     A w Dzień Wigilijny?... Mały człowiek otwiera w łóżku wyspane oczy i czuje, że od rana coś wisi w powietrzu. Pierwsza myśl, że to coś nieuchwytnego ale rozpoznawalnego jako Dobro. Na ludzi spływa szczególny spokój. I to zostało. Nawet dzisiaj, gdy robimy ostatnie, pośpieszne zakupy, jest czas na życzliwość, której dziwnie brakuje nam na co dzień. Chce nam się uśmiechać do wszystkich. Ten dzień i jego metafizykę uwiecznił w wigilijnym przeboju „Jest taki dzień” zespół „Czerwone Gitary”. Krzysztofowi Dzikowskiemu, z którym jestem od lat zaprzyjaźniony, dziękowałem za jakże trafny tekst podczas spotkania na niedawnym Kongresie Twórców Kultury Polskiej.                  
                                                     
     Mili czytelnicy. Dziecięce Święta Bożego Narodzenia każdy zapamiętuje w sposób szczególny i to na całe życie, a wraz z nimi swoich rodziców. Widzę Ojca. W okularach, pochylony skrupulatnie zakreśla w gazecie, w programach radiowych audycje z kolędami. W któryś wieczór wigilijny, gdy mój brat był w wojsku, słuchamy ich w skupieniu o godzinie 18.00 przez poł godziny z powieszonego na kuchennej ścianie głośnika. Spiker zapowiada chór Polskiego Radia we Wrocławiu pod dyrekcją Edmunda Kajdasza, później z Krakowa pod dyrekcją Jerzego Gerta. Innego dnia śpiewały „Poznańskie Słowiki” Stefana Stuligrosza. Wrażenie robi chór męski przy katedrze św. Jana w Warszawie z Feliksem Rączkowskim przy organach. Którejś Wigilii pojawił się za sprawą brata przywieziony z Warszawy radioodbiornik „Pionier”, na którym Tato słuchał Wolnej Europy, BBC i Głosu Ameryki. Później rodzice kupili „Stolicę” z magicznym oczkiem i adapter. Dzięki temu słuchaliśmy kolęd z długogrających płyt winylowych w wykonaniu „Mazowsza” i „Śląska”. Te same, oryginalne nagrania z tamtych lat są dzisiaj do kupienia na płytach CD. Pamiętam wigilijny smak kupionych przez Ojca, prawdziwych, portugalskich albo brazylijskich sardynek, bigos Mamy i piwo domowej roboty. Spływa na dom jak błogosławieństwo jej pobłażliwość, anielski spokój i życzliwość dla świata. Widzę szczęśliwą twarz brata Stanisława. Jest z Rodziną, w garniturze pod krawatem. Pięknie wystrojona Helena, malutka Basia i Waldek. Czekamy na Ojca. Bierze z talerza opłatek do ręki… Wzruszenie, powaga, radość i westchnienie z myślą często głośno wypowiadaną jako przepiękny, staropolski świąteczny toast : Daj Boże byśmy za rok doczekali...

Bombki odbijają światło zapalonych świec choinkowych. Zielone gałązki świerku obsypują iskierki zimnych ogni…                                                                                        

Po tamtych latach pozostał tylko drewniany koziołek, którego nie wiadomo po co nie chcę się pozbyć. Takie były moje, dziecięce Święta. Co roku o nieco innych kształtach choinka inspirowała do rożnych, nowych pomysłów na dekoracje. Ubieranie drzewka to radosne misterium integrujące całą rodzinę. Radość specyficzna dla wszystkich w każdym domu. Tak też było i później gdy jako ojciec ubierałem drzewko z dziećmi: Pawełkiem i Magdusią, później i z małą Marysią, często z pomocą Wandy. Odrywała się od kuchni, żeby chociaż przez kilka chwil uczestniczyć w tym razem z nami. Te momenty ma w sobie każdy z nas. Podzielcie się nimi. Czytelnikom dziękuję za wzruszenia po poprzednim felietonie „Ida Święta” .

A dzisiaj życzę wszystkim Szczęśliwych, Dziecięcych Świąt!

                                                                                                    

                     Antoni Czajkowski

P.S. Oto coś, co mnie bardzo poruszyło. Ten wiersz znanego poety wyciąłem z jakiejś gazety w czasie stanu wojennego.

Zbigniew Jerzyna

 

KOLĘDA 1982

Kolędo, a więc czekamy. Gwiazda czeka w niebie.                                                                                               

Idą już kolędnicy. Śnieg sypie z ukosa.                                                                                                   

Śmierć widać. Ona nigdy nie patrzy za siebie.                                                                                  

Czaszka świeci. I z dala pobłyskuje kosa.

Diabeł idzie. W pół kroku wyprzedza anioła.                                                                                          

Anioł z ciepłą modlitwą. Diabeł wie czym życie.                                                                   

Więc widły wyprostował. I przez wiatr zawołał.                                                                              

Bo oto przed nim Herod w dostojnym okryciu.

Są pasterze i niosą troskę na zwierzętach.                                                                                          

Trzej królowie do światła wyciągają dłonie.                                                                                        

Przed wszystkimi w pejzażu droga odsłonięta.                                                                                  

Tylko Bóg czas odlicza skryty w nieboskłonie.

                             &

Kolędy, więc czekamy. Drzwi są uchylone.                                                                                           

Ojciec już wziął opłatek. Zaraz matka wstanie.                                                                                 

Słychać śpiew kolędników. Idą w naszą stronę.                                                                                     

Głoszą, że się narodził życia zmartwychwstaniem.

I patrzymy z nadzieją, choć nie bez zwątpienia.                                                                                    

Jak się na ostrym wietrze jemioła kołyszę.                                                                                                

A w nas samych bolesna chwila narodzenia                                                                           

Przekrzykuje narosłą poprzez lata ciszę.

 

 

 

 

Na zdjęciu : 13-latki  z Grajewa / 1962 r.
Góra:  Teresa  Śmigasiewicz, Eugenia Majewska , Marta Januszczak, 
Dół: Halina Domańska, Urszula Miklaszewska i Halina Wierzbicka.

 

 

FELIETONY 

 

  - Grajewo, 1962r.

Pana wspomnienia są także moimi wspomnieniami. Aż łezka kręci się w oku. Dziękuję.
Napisał: grajewianka dodano: 2015-12-20 12:07:44

Dziekuje za tak wspaniale i oddajace atmosfere tamtych lat wspomnienia.Wiele juz z tego zapomnialam,a dzieki Panu wszystko wraca...tylko ludzi niektorych bliskich juz nie ma.Wesolych i szczesliwych Swiat!
Napisał: ENKA dodano: 2015-12-20 16:37:36

Pieknie Pan to opisał,tak to przeminęł bezpowrotnie.Dobrze ze sa ludzie ktorzy to potrafia przekazac młodszym.
Napisał: irek. dodano: 2015-12-21 11:40:38

Każdy ma jakieś swoje wspaniałe wspomnienia dziecięcego Bożego Narodzenia. Ale nie każdy potrafi je tak wspaniale opisać. Tobie, Tolku, to się udało! A dziś dodatkowo brakuje nam śniegu na Święta. Mikołajowi łatwiej byłoby podróżować saniami...
Napisał: Apoloniusz C. dodano: 2015-12-21 20:09:03

Trafiłam na e-Grajewo. Bardzo się cieszę. Panie Antoni, Pana felietony niosą piękne wspomnienia. Pozdrawiam z Ostródy.
Napisał: Kasia dodano: 2015-12-22 21:56:45

Wspomnienia ach wspomnienia....Zyczymy autorowi tych wspanialych felietonow zdrowych i radosnych Swiat Bozego Narodzenia spedzonych w gronie rodzinnym oraz weny do pisania przez caly nastepny rok. Zyczenia swiateczne oraz pozdrowienia przesyla Jurek Galinski z rodzina
Napisał: I. G. dodano: 2015-12-23 18:59:14

Radosnym Dziewczynkom ze zdjęcia przesyłam Wesołych Swiąt.Teresa S.
Napisał: Teresa dodano: 2015-12-24 16:55:11

Czy ta trzecia osoba z göry to czasem nie jest Krystyna Pieniążek a nie Marta Januszczak? Halinka Domańska z ul.M Konopnickiej obecnie chyba Rybicka żona naszego grajewskiego piłkarza długonogiego zwańego szpagat Krzysztofa.
Napisał: " kibic" dodano: 2015-12-24 20:14:44

na pewno pierwsza z prawej u góry to m.Januszczak a Halinka obecnie Rybicka. Gienia Majewska.
Napisał: Gienia dodano: 2015-12-25 13:26:36

Tolek nie rozczulaj. Chyba się starzeję. Janek R.
Napisał: Janek dodano: 2015-12-25 14:58:56

Eugenia Majewska(Gienia) obecnie Wiśniewska żona Wieśka.Jak zawsze wiecznie młoda.
Napisał: kolega dodano: 2015-12-25 20:47:02

Dodaj komentarz

Treść:


Informacja dla komentujących
Redakcja portalu nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane w komentarzach. Zastrzegamy możliwość opóźnienia publikacji komentarza lub jego całkowitego usunięcia.