Czajkowski- moje Abecadło 2

aktualizacja: 2015-05-14 09:12:36     nr wiadomości: 24954     przeczytano: 3028     Ilość komentarzy komentarze: 1

MOJE ABECADŁO cz. 2

 

      Wzorem Kisiela i Urbana, autorów swoich “Alfabetów” kontynuuję moje “Abecadło”. W wyobraźni czytelnika i widza artysta kojarzy się słusznie ze sceną bo jest to najlepsze miejsce, na którym może objawić swój talent. Wykreowany przez telewizję lub film jeszcze niedawno taki aktor czy muzyk był niemalże ikoną nadzwyczajności. Dzisiaj artysta w trosce o sprawy merkantylne stal się bliższy dla widza. Daje się dotknąć, zrobić zdjęcie i chętnie porozmawia. Dla przyciągnięcia widza, przy pomocy współczesnych środków technicznych, z wyreżyserowanym gestem scenicznym, prezentuje się często jako niemalże heros. A i są artyści, którym trudno jest zejść ze sceny nawet gdy skończyli pracę. To są przypadki, z którymi natknąłem się niewiele razy. Moi znajomi, koledzy i przyjaciele, słowem ci których znam osobiście potrafią poza sceną wieść prywatnie normalne życie. I za to ich cenię.

KULPOWICZ WITOLD. Na początku lat 90-tych na jednym z zebrań ZAKRu zabrałem głos. Po moim wystąpieniu, w przerwie podszedł do mnie starszy, wysoki pan w okularach. Błysnął złotym zębem w przyjaznym uśmiechu, pochwalił za ciekawe refleksje i przedstawił się: jestem Witold Kulpowicz. Wzruszony, miałem szczęście osobiście poznać autora podręcznika gry na akordeonie, z którego uczyłem się w PSM I st w Ełku i podziękować mu za swoje pierwsze kroki na jego szkole gry. Nigdy go więcej nie spotkałem. To ojciec tez nieżyjącego Sławka Kulpowicza, jazzowego pianisty i kompozytora.

MORYTO STANISŁAW. Kompozytor poważny, wieloletni rektor Akademii Muzycznej (teraz Uniwersytetu Muzycznego) im. F. Chopina w Warszawie). Staś jest niesamowitym filozofem, jędrnym i świeżym jak jego muzyka. Nie jestem fanem muzyki współczesnej ale jego kompozycji słucham z ogromnym zainteresowaniem. Dał mi w prezencie swoją ostatnią płytę z muzyką religijną i książkę ze swoimi najciekawszym publicznymi wystąpieniami. Oto kilka cytatów z jego publikacji:

Wszyscy mają prawo do tego, by mówić. Ale tylko nieliczni mają coś ważnego do powiedzenia.

Żyj tak aby czynić jak najmniej zła, a jak najwięcej dobra.

Ludzie nie mogą żyć bez korzeni. Potrzebują korzeni własnych a nie cudzych.

Są tacy, co regionalizm- szacunek do ojczystej tradycji - utożsamiają z prowincjonalizmem.

Bez elit reprodukcja kultury ani tworzenie kulturowej tradycji i tożsamości nie jest możliwe.

Jesteśmy narażeni na działanie wpływów, które pozbawiają nas zaufania do własnego myślenia.

Starych szanuj, młodych ucz, mądrych słuchaj, głupich znoś cierpliwie.

ORLIŃSKA GRAŻYNA. Z Grażynką znamy się trzydzieści lat. To ona jest autorką tekstów słynnych przebojów jak “Chałupy welcome to” czy “Szał by night”. A jest to najpierw bardzo zdolna, wrażliwa poetka. Robiliśmy razem spektakl dla kabaretu Czesława Nowickiego “Wicherka”. W trudnych latach załatwiłem jej tanie wczasy w Ośrodku Rzemiosła w Czarnejwsi. Napisałem muzykę do wielu jej tekstów. Pod koniec lat 70-tych z inicjatywy Ks. Łatwajtysa została nagrana kaseta “Serce śpiewaj Bogu cześć” ze scholą przy parafii MBNP w Grajewie. Większość kompozycji to nasza wspólna praca a teksty Grażynki wzruszające. Czy ktoś pamięta kolędę “Kruszyno Święta”?

PIELA ANDRZEJ. Wirtuoz – puzonista, wieloletni solista orkiestr PR i TV. Mieszka na Muranowie. Wspaniały kolega artysta – muzyk i Przyjaciel, tak jak i jego Żona Grażynka – była piosenkarka. Pracowaliśmy razem przez kilka lat, m.in. przy moim projekcie pt. “Chopin na jazzowo”. Andrzej teraz gra dixieland. Mimo, że ma mnóstwo nagrań z jazzem, muzyką popową i filmową, przeszedł do historii polskiej muzyki rozrywkowej dzięki piosence Alibabek “Kwiat jednej nocy”. Jest tam słynne solo puzonowe. To jego robota. Andrzej grał już wszędzie z wyjątkiem Kapsztadu. Lepiej niech tam nie jedzie i ze mną napije się whisky jak to już nieraz robiliśmy, także w Grajewie.

PIETRZYKOWSKI SŁAWOMIR. Jeśli ktoś słucha radiowych wiadomości sportowych o 22.37 (wcześniej były wcześniej, bo o 21.05 i chyba o 21.30) to zapamiętał miły, ciepły głos zapowiadający: “Kronika… sportowa!”. Tak Sławka młody głos zapowiada ten program od kilkudziesięciu lat. To znacząca postać w historii Polskiego Radia. Wysokiej klasy specjalista od nagrań studyjnych, wychował wielu znakomitych reżyserów dźwięku. Teraz prowadzi własne wydawnictwo nutowe i udziela się społecznie w ZG ZZ Twórców Kultury. Drobny, niewielkiego wzrostu, nie rzucający się w oczy a tak ważna postać. Bardzo go lubię.

SADOWSKI KRZYSZTOF. Wieloletni prezes PSJ. Mąż piosenkarki i flecistki jazzowej Liliany Urbańskiej, także tata piosenkarki i reżyserski filmowej Marysi Sadowskiej. Poważny jazzowy organista i kompozytor ale zaliczył w swoim ciekawym życiu epizod współpracy z “Czerwono - Czarnymi”. No i tak powstał przebój Krzysztofa pt. “18 mieć lat to nie grzech”, śpiewany przez Kasię Sobczyk. Mamy za sobą wiele lat przyjaźni i współpracy. W połowie lat 80-tych Krzysztof był szefem Centralnych Warsztatów Wokalistów Jazzowych w ośrodku BGŻ “Knieja” k. Rajgrodu, na którym prowadziłem grupę wokalną. Przez wiele lat działaliśmy wspólnie w Zarządzie Głównym ZAKR i ZZ Twórców Kultury Polskiej. Czuję się również zaprzyjaźniony z Lilą i ich córką Marysia, której mąż jest z Sejn. Tam też często bywa cała rodzina Państwa Sadowskich. Jadą do Sejn przez Grajewo i bywa, że kawę piją w moim domu. Wiadomość z ostatniej chwili: Krzysiek stracił kompletnie głowę dla swojej drugiej, sejneńskiej wnuczki. I tak ma być! I tak trzymać!

SZABŁOWSKA MARIA. Czołowa dziennikarka muzyczna i współautorka telewizyjnego programu “Dyskoteka Dorosłego Człowieka”. Bardzo miła, bezpośrednia w kontaktach osoba. Pani Maria była osobą prowadzącą promocję mojej książki - wspomnień pt. “Myśli przy fortepianie” w Klubie Księgarza na Rynku Starego Miasta, którą wydało Towarzystwo Przyjaciół 9 PSK w Grajewie. Własne skończyłem następną – komedię muzyczną i liczę na jej udział w promocji.

STOCKINGER TOMASZ. Wie doskonale co to popularność z seriali telewizyjnych. Zaprosiłem go w roli lekarza prowadzącego konkurs na imprezę farmaceutyczną. Tomek nieco się spóźnił bo do hotelu na Okęcie jechał prosto z planu z Białołęki. Ja zdenerwowany bo organizator eventu zdenerwowany, a on natychmiast przeciął mobbing faceta: “Nie pasuje panu? No to wyjeżdżam.” I dalej już było tylko grzecznie, bez żadnych targów i wszyscy tylko zadowoleni. Lubi mocne, terenowe samochody osobowe. A ja go lubię za krótkie załatwienie tamtego gościa.

SZCZEPANIK PIOTR. Piosenkarz, do którego mam szczególny sentyment. Klimaty jego piosenek kojarzą mi się z naszym jeziorem Rajgrodzkim i z regionem wokół Augustowa. Może dlatego, że kiedy słyszę “Żółte kalendarze”, “ Goniąc kormorany”, “Kochać” , “Zabawa podmiejska”, “Puste koperty” czy “Nigdy więcej” cofam się w czasy gdy w wakacje pędziłem kawalerkę w pobliskich ośrodkach FWP. Myślę, że nie ja jeden. Na przełomie wieków, na zlecenie jakiegoś banku, zrobiłem Piotrowi koncert w Ośrodku BGŻ “Knieja”. Chłop pozapalał mnóstwo świeczek i zrobił nieco melancholijną atmosferę, która później ożywiła wirtuozowską grą na skrzypcach moja córka Magdalena. W ten sposób uratowała towarzystwo od zaśnięcia i skupiła na sobie główną uwagę ku źle ukrywanemu niezadowoleniu Artysty. Szczepanik wtedy nadal palił fajkę i w środku zimy przyjechał co prawda zakrytym ale kabrioletem. Wolę Piotra Szczepanika tamtego, z mojej pierwszej, nie mniej interesującej jak kolejna dzisiejsza, młodości.

TANEW ALICJA. Jest w niej cały Kraków jak w soczewce. Piosenkarka, kompozytorka, poetka, autorka tekstów dla telewizyjnych “Spotkań z balladą” i prawnik. We wrześniu w ub. roku wystąpiłem w jej piwnicy ATA z recitalem fortepianowym “Klasycznie i Komicznie”. Teraz 25 maja ma swój Jubileusz “Alicja Tanew – 50 lat na scenie”. Cieszę się, że mnie zaprosiła, i że będę miał tam swoje pięć minut obok Skaldôw, Sikorowskiego, Jana Jakuba Należytego i innych. Proponuję wejść na jej stronę internetową i na You Tube. Dreszcze wywołuje jej piosenka “Zrób coś” a są tam jeszcze jej inne piosenki, w których słyszy się takie teksty, że muzyka jest niesłyszalna. Ala jest rewelacyjna dla ludzi szukających sztuki wysokich lotów, jest objawieniem twórcy nie mającego nic wspólnego z modą i wiekiem. Chciałbym ją ciepło przywitać i pokazać w Grajewie, ale… tu są inne preferencje.

WICHEREK - CZESŁAW NOWICKI. Co za uroczy człowiek. W życiu nie przypuszczałem, że dziennikarz od prognozy pogody można przepoczwarzyć się we właściciela kabaretu. W wieżowca na Chałubińskiego leciał program pod moim kierownictwem muzycznym i z moją muzyką do tekstów G. Orlińskiej pt. “Okluzja”. A Wicherek w roli gospodarza ze swadą zapowiadał. Był w naszym domu w Grajewie. Bawiliśmy się tak miło, że aż zapomniałem zrobić mu zdjęcie. Ciekawe, czy w Niebie jest potrzebna meteorologia?

WINIARSKA MARIA. Rewelacją krajowej rozrywki lat 80-tych były śpiewające Siostry Winiarskie. Basia już odeszła. Była żoną Pawła Wawrzeckiego. Marysia jest żoną Wiktora Zborowskiego. Cholernie zdolne, łapiące wszystko w locie dziewczyny. Napisałem dla nich dwie piosenki do tekstów G. Orlińskiej. Zostały nagrane na Myśliwieckiej przez znakomitych muzyków dla “Lata z radiem”, niestety, do dziś tkwią w archiwum Jedynki PR. Przypomniałem o nich z myślą o płycie dla mojej książki “Myśli przy fortepianie”. Finezyjne, taneczne i niemodne dziwnie podobają się młodym ludziom.

VILLAS VIOLETTA. Panią Violettę najpierw “spotkałem telefonicznie” podczas rocznego pobytu w USA na początku lat 90-tych. Mieszkała wtedy w Chicago a ja w Providence. Nie doszło do współpracy. Nie chciało się jej iść na pocztę aby odesłać moje nagrania. Osobiście poznaliśmy się na początku XXI wieku na Festiwalu w Polanicy Zdroju. W pokoncertowym tłumie żegnających ją wielbicieli emanowała od niej aura wielkiej artystki. Bez względu na to co się o niej mówi i pisze, jest dla mnie na zawsze prawdziwą wielką damą – gwiazdą polskiej sceny. Nie ma i chyba długo nie będzie takiej drugiej.

ZBOROWSKI WIKTOR. Wiktor z Marysią cale lato spędzają w swoim domu w Wiartlu k. Pisza. Z chłopskich zabudowań zrobili ładną posiadłość, nawet z dużym okiem wodnym, z trzciną i kumkającymi żabami. Mają ładnie i cicho. No cóż mogę więcej napisać? Wszyscy wiedza o nim niemalże wszystko. Jest spokojny, sympatyczny, normalny i nadal bardzo zapracowany. Dorosłe dzieci, wnuki… itd.

Na tym wielkim nazwisku kończę swoje refleksje o ludziach, których poprzez swój zawód poznałem osobiście. Moje Abecadło jest związane z Warszawą ponieważ głównie w tym mieście tkwię artystycznie od studiów w latach siedemdziesiątych, godząc funkcję dyrektora PSM I st. w Grajewie i później wizytatora regionalnego MKiDN. Dzięki temu godzę swoją dzisiejszą pracę zawodową z pasją, która mnie zawsze najbardziej pociągała. Nazwisk mogłoby być dużo więcej ponieważ przewinęło się ich przez moje życie wiele i wciąż poznaję nowych, ciekawych ludzi. Na rynku jest dużo znakomitych artystów bardzo cenionych w branży ale tak im się ułożyło życie, że nie są znani powszechnie. Z tych względów ograniczyłem się do osób wybranych, w moim założeniu bardziej kojarzących się jako znanych czytelnikom moich felietonów.

Poniżej zdjęcia z mego, domowego archiwum. Kto na nich jest? To są zdjęcia - zagadki dla czytelników.

Antoni Czajkowski

 

Z wielkim zaciekawieniem
Napisał: bateryjka dodano: 2015-05-16 03:06:14

Dodaj komentarz

Treść:


Informacja dla komentujących
Redakcja portalu nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane w komentarzach. Zastrzegamy możliwość opóźnienia publikacji komentarza lub jego całkowitego usunięcia.